Krucjata Wyzwolenia Człowieka - droga do wolności

 

 

Kiedy wstępowaliśmy w szeregi Krucjaty Wyzwolenia człowieka, to wcale nie byliśmy tacy pewni, że droga, którą obraliśmy, jest drogą do prawdziwej wolności i wyzwolenia. Tę prawdę odkryliśmy dopiero później i wciąż na nowo ją odkrywamy…
 
 
W zasadzie to nie do końca potrafię uchwycić ten moment, kiedy dotarło do mnie przesłanie i istota, którą niesie KWC. U mnie zazwyczaj wszystko dzieje się trochę inaczej, utarte schematy i obowiązujące zasady jakoś nigdy nie były dla mnie motorem do działania,  lubię dochodzić do pewnych prawd przez pryzmat własnych doświadczeń, a nie dlatego, że inni tak robią albo że tak wypada, takie argumenty przynoszą wręcz skutek odwrotny od zamierzonego.
 
  Moja ,,przygoda” z Krucjatą zaczęła się jeszcze zanim formalnie wstąpiłem do Domowego Kościoła i powiem szczerze, że dopiero po czasie zorientowałem się, że jest to dzieło naszego założyciela ojca Franciszka Blachnickiego…
 
Alkohol w zasadzie był wpisany w moje życie od samych moich narodzin, kiedy to już pewnie moi rodzice świętowali kolejne narodziny swoich dzieci. Wychowałem się w domu rodzinnym w małej Kaszubskiej miejscowości z czworgiem rodzeństwa, gdzie picie było czymś naturalnym i tak naprawdę można by powiedzieć, że wyssane z mlekiem matki. Pamiętam dokładnie, kiedy byłem jeszcze dorastającym chłopcem, jak moi rodzice, zwłaszcza mój tatuś, nadużywał alkoholu i wiele razy przychodził do domu pijany, a ponieważ piastował stanowisko Dyrektora szkoły, Inspektora Oświaty i róże inne funkcje społeczne, to okazje same się mnożyły. Suto zastawione stoły alkohol, śpiew i muzyka, i jeszcze ten okropny śmierdzący i przesiąkający dym papierosowy, który jeszcze czuje w nozdrzach. Tak to w zasadzie beztrosko upływał czas i wyglądał schemat większości sobót i niedziel czasu lat 70. i 80. Kiedy sięgnę pamięcią do tego okresu, utkwił mi w pamięci jeszcze jeden taki epizod, który na długo utkwił w mojej pamięci ….
 
kiedy poprosiłem rodziców, żeby kupili mi nowe spodnie, w odpowiedzi usłyszałem:
- spodnie są drogie i na razie nie mamy pieniążków, by Ci je kupić
 
Przyjąłem to z wielkim zrozumieniem i troską, chociaż było mi trochę smutno z tego powodu. Nie pamiętam dokładnie czasu, ale chyba jeszcze tego samego dnia przyjechali goście w odwiedziny i tata kupił 2 butelki wódki i tak sobie pomyślałem: jak to jest, że wódka ważniejsza od moich spodni…
 
Te wszystkie doświadczenia, jakie wyniosłem z domu, były też początkiem moich późniejszych zniewoleń, nieszczęść i upadków. I dzisiaj, kiedy  patrzę na to przez pryzmat doświadczeń życiowych i minionych lat, to jestem przekonany, że miały ono jeden wspólny mianownik pt. NIEUMIARKOWANE PICIE ALKOHOLU…
 
Początki mojej pracy zawodowej od 1986 r. Stocznia Gdańska to nieustanne picie alkoholu, praktycznie każdego dnia była wódka na rozpoczęcie pracy. Łatwość i dostęp do alkoholu w  tym okresie było czymś banalnie prostym i nie wiązało się z żadnym wysiłkiem, również tym finansowym. Wszechobecne meliny – w samej SG było ich kilka, po za tym ogólne przyzwolenie na picie sprawiało, że można było nadużywać picia bez żadnych przeszkód.
 
I tylko CUD Boży sprawił, że w tamtym okresie nie uległem żadnemu wypadkowi, chociaż było blisko, kiedy to o mały włos nie wjechałem do kanału portowego wózkiem widłowym. W ostatniej chwili przed zjechaniem kolega, przechodzący obok chwycił za kierownicę i odbił ją we właściwym kierunku. Pan Bóg do mnie już wówczas wołał !!! ale byłem głuchy. Po rozpoczęciu służby woskowej w 1989 r. wpadłem z przysłowiowego deszczu pod rynnę i tu również nie było łatwo. Środowisko, w którym przyszło mi służyć, nie wylewało za kołnierz, a okazje do picia tylko się mnożyły.
 
W rodzinie również wszystko bywało po staremu. Spotykaliśmy się w Święta w gronie rodzinnym i zawsze ten sam schemat: alkohol, muzyka, kłótnie polityczne i różnego rodzaju spory, które w świecie realnym, trzeźwym nie miałyby miejsca, a w gorących głowach bywało różnie..
 
W końcu coś zaczęło we mnie pękać, Pan Bóg wziął sprawy w swoje ręce, o co zresztą zacząłem GO usilnie prosić. Najpierw dotknęła mnie bardzo poważna choroba wrzodowa, zaawansowana nerwica (dwa lata lekach psychotropowych) – to była ta najcięższa walka, jakiej w życiu doświadczyłem, kiedy to Bóg jako Lew z pokolenia Judy stoczył o moją duszę walkę, a nie było to łatwa bitwa. Diabeł robił wszystko, żeby mnie zniechęcić i dalej zniewalać. Wołałem:  Boże ratuj mnie!!! Ratuj moją duszę, Nie chcę tak dalej żyć!! Chcę być wolny. W końcu dotarło do mnie, że źródło moich zniewoleń, niepokojów i leków tkwi właśnie 
w alkoholu. Kiedy ta prawda dotarła do mnie, zacząłem działać, a ponieważ bywam człowiekiem delikatnie mówiąc energicznym, lubię załatwiać sprawę szybko bez wchodzenia w szczegóły. Czyli jak jest chwast to trzeba go wyrwać szybko i bez zbędnego rozmyślania i zastanawiania się dlaczego wyrósł… 
 
Wszystkie moje wysiłki skupiłem na  poszukiwaniach odpowiedniej drogi i narzędzi, które mi to ułatwią. I tu z pomocą przyszła Najświętsza Maryja Panna, która kiedyś w śnie powiedziała: co Ja mam z Tobą Tomaszu zrobić.
 
Pamiętam, że wówczas gorzko się rozpłakałem i odpowiedziałem Ratuj mnie Maryjo!!!
 
Równie szybko otrzymałem odpowiedz. Otworzyłem stronę WWW, gdzie była informacja o Krucjacie – przeczytałem, zapoznałem się, wydrukowałem deklaracje i wysłałem pocztą (znajomi mówią, że załatwiłem sprawę szybko i bezboleśnie po wojskowemu).
 
I tak trwam do dziś.
 
Dzisiaj wspominam to z uśmiechem na twarzy i podziwiam Boga każdego dnia, jak rzeczy trudne i niemożliwe według ludzkiej rachuby czyni prostymi i łatwymi. Trzeba tylko i AŻ zaufać Bożej Opatrzności. Jezu Ufam Tobie! czy dzisiaj popularne Jezu Ty się tym zajmij! - to słowa o tym samym znaczeniu.
 
Jeden zasadniczy warunek wykrzycz Bogu: Boże!!!  ja chcę się zmienić… Ja nie chcę tak dalej żyć…. nie chcę tak dalej postępować, tylko dlatego, że inni tak postępują… brak mi odwagi… Panie Ratuj !! bo tonę….. Pomóż mi…. Jestem słaby i ułomny… Pozwól mi oprzeć się na Twoim ramieniu, bo sam nie daje rady….
 
To jest klucz do wszelkiego zwycięstwa!!! Im bardziej upokorzysz się przed Bogiem, tym bardziej stajesz się człowiekiem, godnym Jego łaski i Miłosierdzia.
 
Obecnie razem z moją kochaną małżonką, Anią trwamy w KWC i we wspólnocie Domowego Kościoła, która jest prawdziwym darem niebios dla naszej rodziny, naszego małżeństwa, naszych dzieci. Wniosła ona Boży pokój i radość do naszego domu. Czujemy się kochani i prawdziwie wolni. Nasza miłość, nasze relacje w domu nabrały innego blasku innego wymiaru. Lepiej znosimy trudy i krzyże codzienności. Dzieci nasze zaczęły inaczej nas postrzegać, stały się bardziej otwarte, radosne  i pozbawione lęków.  Dzięki trwaniu w Krucjacie Pan Bóg daje nam tak wiele, że nie starczyłoby dnia, by móc to wszystko wypowiedzieć.
 
Bycie wolnym od alkoholu znaczy dla mnie bycie niezależnym, silnym i asertywnym, trzeźwo myślącym i mocno stąpającym po ziemi, a przede wszystkim bycie szczęśliwym. Nie lubię być niewolnikiem jakieś grupy, by być akceptowanym. 
 
Chciałbym jednak na koniec mocno podkreślić, że nie wszystko, co otrzymaliśmy od Boga, zostało nam dane raz na zawsze. To nieustanna walka ze słabościami i pokusami trwa każdego dnia,  i trzeba być naprawdę czujnym. ,, Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu ‘’
 
Pan nasz, Jezus Chrystus nie zostawia nas samych sobie. Zna nasze ułomności i słabości ludzkiej duszy, dlatego zostawił nam niezwykle skuteczne narzędzie w walce ze wszelkimi zniewoleniami w postaci MODLITWY, POSTU i JAŁMUŻNY.
 
Nie ma choroby, z której Bóg nie mógłby Ciebie uzdrowić. Zaproś Go do twego życia! Nie lękaj się! Przyjdź! zrób ten pierwszy krok! i nie myśl o tym, co INNI powiedzą. Odwagi, Ja Będę z tobą – mówi Pan. 
 
Piotrze! Czy miłujesz mnie więcej a niżeli Ci. Czy jesteś na tyle odważny / odważna,, by wyjść poza utarte schematy ? KWC CZEKA - może właśnie na Ciebie ? 
 
Chwała Panu!!!
 
 Ania i Tomek Jakubek

Skontaktuj się z nami

 

Parafia Ducha Świętego
i Św. Katarzyny Aleksandryjskiej

 

ul. Zielona 11D

81-113 Gdynia

 

mail: dkgdyniaobluze@gmail.com

Domowy Kościół

 

zwraca szczególną uwagę na duchowość małżeńską, czyli dążenie do świętości

w  jedności ze współmałżonkiem.

Lorem ipsum dolor

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. In facilisis lorem commodo, tincidunt tortor luctus, porttitor neque. Fusce nisl massa, lobortis at diam vel

Skontaktuj się z nami

mail: kontakt@kontakt.pl

tel. 601 234 567 

Ul. Uliczna 25

Warszawa 02-200